Aż za którymś razem może Aż do kiedy nie będzie powrotu
RSS
niedziela, 10 stycznia 2010
W nowym roku - nowy blog
Zapraszam do TEJO.blox.pl
23:20, mamlakat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 września 2009
piątkowe noce spędzane w domu są trochę bez sensu.

przyjaciele wyjeżdżają na stypendia do Lizbony. A ja?
Dlaczego właściwie tutaj zostaję? I co tu będę ze sobą robić?

Kiedy jest jakiś plan i on nie wypali, to jest trochę smutno. Kiedy potem brakuje planu, jest trochę bardziej smutno.
Pracuję dużo i odkładam pieniądze. Kupuje innym bilety lotnicze, to może i kupię sobie.

W taką noc jak dziś, łatwo sobie wyobrazić, że to jest Sta Apolonia, skąd ruszają pociągi do Porto, skąd idzie się wąskimi uliczkami do ukrytego w mieszkaniu baru, gdzie wino nalewa się samemu do kubków i gdzie się czyta poezję i gra w bierki:
<object width="560" height="340"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Mu73fNsCeno&hl=pl&fs=1&"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/Mu73fNsCeno&hl=pl&fs=1&" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"></embed></object>
a każda rzeka, jest zawsze Tagiem
rzeka w moim mieście nie jest tak piękna jak Tag, ale rzeka w moim mieście jest piękniejsza niż Tag. kiedyś mnie inspirowała. lubię ją, gdy jadę rowerem wzdłuż jej brzegu w kierunku oświetlonego na zielono mostu.

Jeśli miałabym wskazać coś naprawdę cennego z Portugalii, to poza Sumolem, wybrałabym na pewno tęsknotę.

Filmy. Szczególnie te o podróżowaniu. O ciepłych miejscach, pełnych słońca, zniszczonych starych budynkach i wąskich uliczkach. Niezależnie jak płytka byłaby fabuła, jak kiepska gra aktorów, i tak wzruszają mnie do głębi.
01:01, mamlakat
Link Komentarze (1) »
sobota, 28 marca 2009

na poznanskich jeżycach jest inaczej, jest przytulnie i bardzo domowo, kiedy w starej kamienicy rozlewasz coś na podłogę, to zamiast plamy powstaje na podłodze znak, skąd rzucać rzutkami do zawieszonej na drzwiach tablicy. pacynki na place są glowami piłkarzyków, a marionetki zwisają na sznurkach z sufitu. z pokoju na przeciwko jest futrzane serce i wzorek z papierowych serwetek, w pokoju dalej jest tapeta z kserówek, a nad łóżkiem napis "diabeł nie śpi z byle kim". wszystkie się łączą tajnymi drzwiami, więc gdybym potrafiła, mogłabym jeździć na monocyklu, który stoi na korytarzu, dookoła mieszkania.

siedzę i czekam. pada, ale czytam stasiuka i słucham piazzolli, więc to nawet pasuje. w piekarniku się pieką rogaliki i cieszę się, że tu jestem.

21:14, mamlakat
Link Komentarze (1) »
sobota, 10 stycznia 2009
od tygodnia sasiedzi wierca w scianach niezaleznie od dnia i godziny. nawet teraz - sobota, 22:13.
od tygodnia mi sie nie chce wychodzic z domu. chociazby dlatego ze jest zimno.

od ponad tygodnia jestem w polsce i w ogole nic mi sie nie chce.

over & out
22:14, mamlakat
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 stycznia 2009
paryz
ratowac 97letnia sasiadke na przedmiesciach paryza po spozyciu duzej ilosci wina
bac sie kotow
pic wode z krysztalami, ktore maja ja oczyscic
jesc 12 rodzynek za 12 zyczen o polnocy pod wieza eiffla z nowo poznanymi portugalkami
uciekac przed zboczencami na polach marsowych
rozmawiac po wlosku
rozmawiac po portugalsku
i znow jesc razem sniadania
i znow jesc razem ciasteczka
ogladac wloskie popisy cyrkowe
zwiedzac piekne muzea i wloczyc sie po ulicach
spedzac noce na lotniskach
roztapiac zelki w wodce i zapominac ich z domu
przychodzic do domu i trafiac na swiezo upieczone ciasto
jesc bagietki z czekolada


i robic to codziennie i w nieskonczonosc i zwiedzic razem caly swiat

to sie nazywa szczescie.

a jak sie wyspie to moze bedzie tez o 18h podrozy, kawiarni amelii poulain i polskiej restauracji w zydowskiej dzielnicy.

20:42, mamlakat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 grudnia 2008
chlopak to chlopak, teraz jest, a jutro moze go nie byc
a portale spolecznosciowe pozostana


a wiec siedze po nocy z komputerem i zostawiam notki na scianach i ogladam zdjecia i wymieniam komentarze.
ponownie spotkamy sie w najpiekniejszym (podobno) miescie*, bo po raz pierwszy spotkalismy sie w miescie najlepszym**

a moja pizama pachnie piernikiem.


---------------------
zgodnie z przeprowadzonym kiedys kwestionariuszem:
*najpiekniejsze miasto to paryz
** najlepsze miasto to lizbona.
02:15, mamlakat
Link Komentarze (2) »
środa, 03 grudnia 2008
Vámonos pa'l sur
na wzgorzu w parku guell patrzylysmy na barcelone. z mp3 z glosniczkiem puszczala mi sabine, a ja chcialam poznac squotersow z budynku z naprzeciwka, na ktorym bylo napisane "okupa y resiste".
zrobilo sie ciemno, troche jak tego dnia w lizbonie, kiedy siedzialysmy na najwyzszym miradouro lizbony, tym z widokiem na wszystko, na zamek i na rzeke. wyszlysmy na spacer, a zostalysmy do nocy, w kwietniu, w bluzce na ramiaczkach.
teraz w pracy i ubrana cieplo. wszyscy przezywaja kryzysy i mi takze nie sa obce. jestem w pracy i probujemy komus wcisnac wlochow z ryba-mieczem, ktora chca przywiezc z sycylii. po ulicy foksal roznosi sie muzyka z bialego baru i dzisiaj lecialo "tainted love" jak przechodzilam.


a oto piosenka natchnienie: [z przeslaniem, zeby jechac na poludnie, jesli ktos nie jest z habla hispana]

Cansado de los besos que no me dabas,  
lívido por exceso de sangre fría,  
desanudé los nudos que amordazaban  
la boca del embudo de la alegría.  
 
Porque invertir en latas de sopa boba  
es como barnizar el propio ataúd,  
te hubiera dado más de lo que me robas  
le dije al norte cuando me fui pa'l sur.  
 
Con dos o tres metáforas en la nuca  
y una gota de plomo en el lacrimal,  
mi dueto del cuácuá con el pato Lucas  
rodó por los baretos de la ciudad.  
 
¿Qué queréis?, aprendí a malvivir del cuento  
pintando autorretratos al portador,  
si faltan emociones me las invento,  
la madrugada no tiene corazón.  
 
La salsa de tomate de las heridas  
se corta con un chute de vanidad,  
los pájaros no saben de despedidas  
ni dejan prisioneros cuando se van.  
 
La cresta de los gallos sin gallinero  
pa'l caldo del puchero del día después,  
ayer no me querías, hoy no te quiero,  
mañana no tendremos a quien querer.  
 
Con dos o tres carámbanos en las tripas  
y un billete de ida a ningún lugar,  
mi jeta, mi bombín y mi buena pipa  
me abrieron las ventanas del más acá.  
 
No os paséis con la ley "dímelo en la calle"  
le dijo qué se yo a ciudadano quién,  
a falta de sustancia sobran detalles,  
de la estación de Francia ya sale el tren.  
 
¿Qué queréis?, aprendí a malvivir del cuento  
pintando autorretratos al portador,  
si faltan emociones me las invento,  
la madrugada no tiene corazón.Lyrics of Joaquin Sabina
16:25, mamlakat
Link Komentarze (3) »
wtorek, 02 grudnia 2008
a potem odszedl. a ja uwierzylam, ze byl mezczyzna moich snow.
bo lubie tylko tragiczne zakonczenia.




20:21, mamlakat
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 listopada 2008
znów w Polsce.
tanie loty mają przede wszystkim taką wadę, że są uzależniające. dlatego siedząc na galicyjskiej kanapie przeglądałam wszystkie znane nam strony ryan, vueling, clickair, wizzair, skyeurope, easyjet, atrapalo i inne także.
dlatego też na 4 loty odbyte w ciągu miesiąca, kupuję 3 na miesiąc kolejny. tak, tak.
ten rok zdecydowanie jest rokiem podróży i zawirowań, zaburzenia przestrzeni w czasie, przeprowadzek. onjaki czytany noca na lotnisku girona-costa brava mówi o szukaniu swojego położenia i domu, pisze, że dom ESTA a nie E, że się go odnajduje.
gdzieś jeszcze czytałam o podróżach, o zmianach miejsca, jako przyczynie braku stałych związków i znajomości. w Mendozie, w książce całkowicie poświęconej barcelonie. miastu, które wciąga i uzależnia, gdzieś też o tym czytałam. może również w Mendozie. o tym, że się w niej zakochuje i się tam zostaje, albo przynajmniej wraca. powiesiłam sobie na drzwiach mapę miasta i list, który zostawiła nam Ana "cześć dziewczyny! miłej podróży. przyjemność was gościć w naszej komunie i wracajcie kiedy chcecie", i na samą myśl o tym słońcu, o śniadaniu na placu z palmą, o piknikach w parku z pizzą i uśmiechniętymi hiszpanami żąglującymi i grającymi capoeirę, o widoku z parku Guell na miasto, na ocean, na płaską siatkę ulic i wyrastającą z niej katedrę, penisa i kilka wierzowców, o widoku z kosmicznego centrum dowodzenia, czyli Montjuic, na samą myśl się uśmiecham i wiem, że wrócę. i może zostanę.

w Polsce jest zimno, ale to nadaje spotkaniom atmosferę intymności. ogrzewanie dłoni filiżankami, ciasne kanapy i miekkie fotele. w maleńkiej kawiarence przy nowym świecie siedzimy na stołeczkach przy oknie. takie jesteśmy zabiegane, że spotykamy się w przerwie obowiązkiem, a obowiązkiem. zdenerwowane, zapracowane, zagubione. szczęśliwe, że się widzimy. wykrzykujemy nasze obawy i zmartwienia, mówimy o samotności i niezrozumieniu, chociaż w momencie, kiedy słyszymy nasze słowa, wiemy, że się my rozumiemy. a więc jest nas więcej.

spotkamy się we Francji, w Paryżu. Brzmi bajkowo. To jest niezwykły rok, wystarczy wymienić nazwy kilku miast w nim obecnych: Lizbona, Rzym, Neapol, Madryt, Barcelona, Marrakesz, Porto, Poznań i, niech będzie, Warszawa. skończy się Paryżem. z ukochanymi współlokatorami: zielonym potworem Damiano i demonem Tupi - Jo.

pewnien ładny niemądry chłopiec przesłał mi kiedyś piosenkę, której warto posłuchać, bo na jutjubie poza niezwykłymi filmami o przewracających się dzieciach, skaczących i śpiewających psach etc, są też prawdziwe mądrości życiowe :)



i sejam felizes, jak mówi zawsze na pożegnanie nasz idiol, który był wszędzie i robił wszystko, a obecnie pracuje w madrycie, a w chwilach wolnych przyjeżdża do nas na wykłady i tłumaczy nam zawiłości życia.
20:44, mamlakat
Link Komentarze (1) »
wtorek, 18 listopada 2008
i tutaj sie konczy moja iberyjska przygoda. zaraz wroca ze szkoly dwie czarnowlose wariatki i wsiadziemy do samochodu, kierujac sie na poludnie, do porto, skad polece do barcelony, skad polece do poznania, skad wroce do domu.
10 dni to bardzo duzo, szczegolnie, ze w miedzyczasie tyle sie wydarzylo. ze sie zmienily plany na nastepne pol roku, ze sie pojawily nowe mysli.
w coruñii gdzie jest najstarsza funkcjonujaca rzymska latarnia morska i domy ze scianami calymi z oszklonych werand, obejrzalysmy z babcia tanyi film o odwaznym psie-wilku Balto, ktory ocalil dzieci przed epidemia.
poznalam nowe owoce morza i jadlam bacalhaua z rodzynkami.
wciaz nie rozumiem kto kiedy i dlaczego mowi po hiszpansku, a nie galicyjsku.
i tesknie za swoim domem. za swoim miejscem. i coraz bardziej wiem, ze moze byc ono wszedzie :)
16:24, mamlakat
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18